Osocze bogatopłytkowe – relacja pacjentki

Miałam kiedyś okazję poznać przepiękną kobietę, później moją pacjentkę, nauczycielkę. Realizowałyśmy wspólny plan poprawy kondycji jej skóry (i chyba ogólnej kondycji, takiej życiowej) przez wiele tygodni. Chciałam napisać Wam kilka słów o zabiegu osocza bogatopłytkowego i od razu o niej pomyślałam. Bardzo „przeżywała” ten zabieg. Poprosiłam, czy opisałaby swoje przemyślenia i emocje z nim związane. Nie spodziewałam się, że tak szybko odpisze 🙂

Właśnie skończyłam 39 lat. Niby nic takiego, a jednak… ogarnęła mnie nostalgia. Pierwsza młodość już za mną, ale wszystko, co najlepsze jeszcze przede mną. Życie spłatało mi figla, jestem singielką przed 40-stką. Na zainteresowanie ze strony mężczyzny nigdy nie mogłam narzekać, ostatnio jednak zdałam sobie sprawę, że na partnera w swoim wieku szanse marne. Na tym „rynku” wszyscy ciekawi są już zajęci. Pozostają starsi panowie, dla których jestem wciąż młodziutką, jurną sarenką – tylko dla mnie oni wciąż jeszcze są … zbyt dojrzali.

Postanowiłam pomyśleć o pierwszych zmarszczkach z czułością i zadbać o siebie tak, by po prostu dobrze czuć się we własnej skórze.

Przemyślenia nad upływającym czasem i pewien zbieg zdarzeń, doprowadziły mnie do gabinetu medycyny estetycznej. Wykorzystałam możliwość skorzystania z zabiegu, w kręgach celebryckich zwanym wampirzym liftingiem. W głowie natrętna myśl: będę jak Kardiashianka!!!

O zabiegu osoczem bogatopłytkowym słyszałam niewiele a nawet rzekłabym wcale. Zapewne dlatego, że kojarzył mi się on wyłącznie z Kim, która swego czasu pochwaliła się zdjęciem po zabiegu. Nie powiem – wyglądała strasznie, stąd też mój totalny brak zainteresowania.

Ale już wkrótce to miało się zmienić.

Około rok temu miałam okazję wziąć udział w konsultacji dermatologicznej. Plan działania został dokładnie nakreślony. Na kartce i na mojej twarzy (PS. Kto by pomyślał, że aż tak się sypię. Tyle do zrobienia?). Miałam być poddana kilku zabiegom, po których miałam być piękna, młodsza i o niebo szczęśliwsza 🙂

Dbam o urodę, jednak wcześniej nie korzystałabym z zabiegów, które proponują salony medycyny estetycznej, ponieważ myślałam, że mnie najzwyczajniej w świecie na to nie stać. Wzięłam kartkę i zaczęłam liczyć. Bilans wydatków w moim budżecie był niemiłosierny… Wydaję głownie na fryzjera, paznokcie, i tony ciuchów, które już dawno przestały mieścić się w szafie. A gdyby tak wrócić do naturalnego kolory i samemu farbować włosy? Hybrydy to ponoć pestka, przynajmniej tak mi się wydaje, jak oglądam filmiki instruktażowe na fb 😉 Liczby nie kłamią – mogę zacząć realizować plan pani doktor i zostać najpiękniejszą 39-latką ever!

Pewnego dnia, przyszedł czas na zabieg osoczem bogatopłytkowym. Jestem alergikiem, stąd opcja mojego własnego osocza była idealna. Po upewnieniu się, że nie zmienia on wyrazu mojej twarzy zdecydowałam: tak, cel jest blisko – czemu nie.

  • PS. Wampirzy lifting to zabieg regeneracyjny, który polega na wstrzykiwaniu pacjentce jej własnej krwi, a konkretnie osocza bogatopłytkowego, w celu wypełnienia zmarszczek. Jest to alternatywa dla kobiet, które obawiają się nienaturalnego wyrazu twarzy po wstrzyknięciu botoksu lub nie chcą się poddać zabiegowi wypełniania tkanek za pomocą kwasu hialuronowego. Jednak zabieg wstrzykiwania osocza krwi niesie za sobą pewne ryzyko, w związku z tym nie jest on przeznaczony dla każdego.
    Przeciwwskazania do wykonania wampirzego liftingu
    • ciąża i okres karmienia piersią,
    • choroby krwi,
    • choroby nowotworowe,
    • przyjmowanie antykoagulantów

W dniu zabiegu

To był poniedziałek. Pamiętam jak dziś, bo kolejnego dnia miałam uczestniczyć w ważnym spotkaniu i bałam się, czy uda mi się ukryć wampirze wybryki 😉 W dniu zabiegu, zgodnie z zaleceniem Pani Doktor, miałam wypić minimum 2 litry wody. Zważywszy, że zabieg miałam mieć o 12:00 to był to nie lada wyczyn. Jednak udało się – 2 litry wody zostały wchłonięte.

Gdy pojawiłam się w gabinecie, Pani Doktor już na mnie czekała. Po krótkiej miłej wymianie zdań i pobraniu mi około 2 ampułek krwi (20 ml), przez kilka minut, moje „płyny” miksowały się w specjalnej maszynie. Po wyjęciu ich zobaczyłam ampułki w połowie wypełnione żółtym płynem oraz w połowie czerwonym. Okazało się, że eliksirem był ten żółty płyn, a nie czerwony, jak się spodziewałam (w głowie „krwawa Kim”). Moje własne, naturalne osocze – dzięki któremu miałam być piękna for ever.

  • PS. Przed zabiegiem lekarz pobiera od pacjentki próbkę krwi. Następnie odwirowuje w specjalnej wirówce. Tak odseparowane osocze lekarz podaje na dwa sposoby: albo za pomocą metody stosowanej w mezoterapii, albo liniowo wzdłuż zmarszczek. Podczas zabiegu zachodzi proces identyczny z procesem gojenia się rany, czyli: stymulacja komórek macierzystych do namnażania, pobudzanie fibroblastów do wytwarzania nowego kolagenu, co prowadzi do regeneracji i rewitalizacji komórek skóry, jej nawilżenia i odmłodzenia oraz tworzenie się nowych naczyń krwionośnych.

Jeszcze wtedy nie spodziewałam się, co nastąpi dalej. Otóż Pani doktor napełniła strzykawki żółtawym osoczem bogatopłytkowym i bez najmniejszego wahania zaczęła nakłuwać moją twarz i wstrzykiwać mi go pod skórę!

O rzesz ty…

To bolało. Mimo znieczulającej maści, którą byłam wysmarowana przed zabiegiem i znieczulenia, która Doktor dodała do eliksiru…

„Cierp ciało, jak chciało” – pomyślałam. Jeśli to ma mi ująć lat, to dam radę.

Zabieg trwał około 20 minut. Milimetr po milimetrze lekarz nakłuwał i wstrzykiwał, nakłuwał i wstrzykiwał moje własne osocze pod moją osobistą skórę.

– Oj tu będzie krwiak – usłyszałam od Pani Doktor. – W innych miejscach mogą pojawić się siniaczki.
20 minut i po bólu!

I po zabiegu

Nie powiem, abym wyglądała wtedy pięknie. Moja twarz była zaczerwieniona, lekko opuchnięta…
Na drugi dzień pojawił się obiecany krwiak pod okiem. Ilość podkładu, który musiałam wykorzystać, aby pokazać się w pracy starczyłby na kolejne 3 wyjścia wieczorne. Po 2 tygodniach w niektórych miejscach widać było malutkie siniaki, na szczęście wszystko zeszło. Jednak pojawia się pytanie – czy było warto?

Szczerze? Tego dnia była zła. Szału niema.

Ale po jakimś czasie…

Widzę się każdego dnia w lustrze, więc nie zauważyłam zmian. Jednak gdy pokazałam się kilku znajomym po półrocznym niewidzeniu, okazało się, że efekt jest piorunujący. Niemalże każda z osób pytała – co zrobiłam, że moja skóra jest tak jędrna?

Odpowiedź brzmi – zrobiłam sobie wampirzy lifting – i dziś go szczerze polecam. Wydatek około 1000 zł (działałyśmy z Panią Doktor kompleksowo- twarz, szyja dekolt) w przypadku nas – kobiet lubiących dbać o swoje dobre samopoczucie – jest wart tego 🙂

  • PS. Pierwsze efekty pojawiają się po mniej więcej trzech tygodniach. Aby terapia osoczem była skuteczna, należy zrobić ją w serii minimum trzech zabiegów. Po pierwszym zabiegu skóra staje się wyraźnie nawilżona, po drugim poprawia się jej gęstość i staje się również jaśniejsza. Po trzecim (czyli po około 9 tygodniach) jest znacznie grubsza i jędrniejsza. Wyraźnie widać również poprawę owalu twarzy, spłycenie zmarszczek mimicznych, zwłaszcza tych wokół oczu. Dopiero tak przygotowana skóra jest gotowa na dalsze zabiegi, które podtrzymają te efekty.

A jakie są Wasze doświadczenia?

 

2 komentarze

  1. Zabieg opisany z perspektywy pacjentki, rewelacyjny pomysł

    • Lubię przytaczać przykłady „z życia wzięte”, dlatego też otwarcie piszę o swoich osobistych doświadczeniach z medycyną estetyczną. Tutaj rzeczywiście – Pani I. podzieliła się z nami swoimi przeżyciami w tak ciekawy sposób, że od razu musiałam przesłać to dalej. Cieszę się, że Ci się miło czytało Olu 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*