cellulit

Cellulit co robić?

Bardzo wiele pacjentek mnie o to pyta – więc dziś post na temat, który jest mi osobiście bliski, ale już się nauczyłam, że jeżeli chodzi o skórę, to informacji nigdy za wiele – zatem:

Czym jest cellulit?

To już niemal choroba cywilizacyjna, dotyczy prawie 100% kobiet. Jak wiemy skóra zbudowana jest z naskórka (górna część) i skóry właściwej (głębiej położona warstwa). I co dalej? Poniżej mamy podskórną tkankę tłuszczową, której zawdzięczamy kobiece kształty i dzięki której nie trzęsiemy się z zimna w mroźne dni. Aż 25%, czyli ¼ masy ciała kobiety stanowi podskórny tłuszczyk.

Patrz np. taka…. Ja: 60kg żywej masy, czyli 15kg tkanki gotowej na zamianę w pomarańczową skórkę, wałeczki, górki i doliny, fałdki… Mężczyźni mają się ciut lepiej, ale w grupie młodych, otyłych chłopców, gdy badam ich skórę – pod palcami w miejscach cellulito-rodnych da się wyczuć zgrubienie i nierówności. Mimo to oficjalnie faceci cellulitu nie mają – a dlaczego – bo brzydko wygląda 😉 Jakaś sprawiedliwość jednak jest i dlatego podskórna tkanka tłuszczowa ma też swoje zalety. Dzięki niej skóra ma solidną podporę, a tkanki głębiej położone ochronę przed urazami.

Dlaczego to choroba kobiet?

Sprytnie to wymyśliła matka natura. Kobiety mają na tym świecie główne zadanie – rodzić dzieci. Czy się z tym zgadzamy czy nie – do tego jesteśmy stworzone i biologicznie „uprzywilejowane”. Podskórna tkanka tłuszczowa w czasach człowieka pierwotnego, miała zapewnić dziecku w łonie matki przeżycie, w razie gdyby małżonek nie dostarczył zdobyczy do jaskini. Także dzisiaj, to co jemy, mimo całego dobrodziejstwa różnorodności produktów, to wszystko jest albo cukrem, albo białkiem, albo właśnie tłuszczem. Jemy, trawimy i mamy energię do życia. Co za dużo, to nie zdrowo – tak więc wydalimy co nieco i jeszcze zostaje nadmiar. A ponieważ w przyrodzie nic nie ginie – dlatego nadmiar kalorii magazynowany jest w komórkach tłuszczowych.

Rezerwy zostaną uruchomione w przypadku, gdy zwiększy się zapotrzebowanie energetyczne organizmu, np. gdy zachorujemy i męczy nas gorączka lub gdy celowo mobilizujemy się podczas ćwiczeń fizycznych, czy też gdy karmimy piersią albo jak w przypadku człowieka pierwotnego jesteśmy po prostu niedojedzeni (swoją drogą kiedyś nie mieć posiłku to był nie fart, za który ludzie przypłacali życiem, dziś niejedzenie stało się powodem do dumy niejednej nastolatki, pragnącej zrzucić parę kilo…).

Aby tłuszcz zamienił się w energię, musi zostać ponownie rozłożony do tzw. wolnych kwasów tłuszczowych. W pierwszej kolejności wykorzystywany do tego jest tłuszczyk z brzucha, tzw. tłuszcz trzewny, później dopiero ten z bioder i ud. Takie rozwiązani matki natury także ma sens, bowiem tłuszcz trzewny to źródło wielu poważnych chorób, m.in. cukrzycy, zawału serca, udaru, nadciśnienia tętniczego. Dlatego jest eliminowany jako pierwszy, a łagodny i przytulny tłuszcz z bioder nie narobi szkód zagrażających życiu, co najwyżej będzie estetycznym problemem.

U mężczyzn cellulit występuje rzadko, najczęściej gdy chorują i są leczeni estrogenami (np. w raku prostaty) albo mają za mało męskich hormonów. I tu pojawia się młody gniewny, dwudziestolatek, Wilk z Wall Street (DiCaprio – I love you…;), zapracowany i wieczorami zapijający stres alkoholem. Szytym na miarę garniturem ukrywa niedobór androgenów i …. cellulit.

Od kiedy nas TO „dopada”?

Problem cellulitu zaczyna się często wtedy, gdy nasze hormony zaczynają buzować, zwłaszcza estrogeny. Dzieje się tak w okresie pokwitania, w ciąży a także w okresie okołomenopauzalnym. Hormony przyjmowane doustnie (antykoncepcja, hormonalna terapia zastępcza) też są za to odpowiedzialne. Inne przyczyny to geny (każda z nas ma zakodowane w DNA, ile będzie miała komórek tłuszczowych na całe życie), zła dieta, a nawet zaburzenia emocjonalne.

Czy chuda dziewczyna może mieć cellulit?

Niestety tak. Cellulit to nie otyłość, w której to chorobie liczba komórek tłuszczowych zwiększa się oraz na skutek ich przepełnienia tłuszczem, zwiększają się ich wymiary. W cellulicie dochodzi do obrzęku w podskórnej tkance tłuszczowej, potem do zwyrodnienia i zaburzeń krążenia. Procesy te nie mają związku z kilogramami dziewczyny.

Poznajmy teraz przyczyny pojawiania się pomarańczowej skórki – moje ulubione pytanie od pacjentek: Skąd to się wzięło?

1. HORMONY.

Jak już wspominałam- estrogeny. Ukochane, najwspanialsze, cała kobiecość to właśnie one. Dzięki nim mamy piękną cerę, włosy i błysk w oku. Ale w sprawie cellulitu estrogeny dają ciała… Pobudzają fibroblasty do wydzielania kolagenazy- enzymu, który zmienia strukturę kolagenu. Tkanka tłuszczowa „upakowana” jest jakby w pudełka zapałek- jedno obok drugiego. Ścianki pudełka (czyli powięź powierzchowna tkanki tłuszczowej i przegrody) zbudowane są z włókien kolagenowych. Jak się rozpadną – tłuszcz ze środka pudełeczka ucieka ku górze (do skóry właściwej) i tworzy pofałdowania powierzchni. Nie wydarzy to się u mężczyzny, bowiem rozmieszczenie komórek tłuszczowych jest u nich inne. Sieć przegród łącznotkankowych przypomina plaster miodu – krzyżują się one ukośnie, przez co uwolniony tłuszczyk nie wydostaje się do góry i nie tworzy pomarańczowej skórki. Nawet u otyłych mężczyzn wszystkie komórki tłuszczowe układają się porządnie jedna obok drugiej, a skóra jest gładka i napięta.

2. DIETA.

Wbrew pozorom, to nie tłuszcz jest najgorszy, a cukry – biała śmierć nr 1. Wraz ze spożytym cukrem dochodzi do wzrostu poziomu insuliny we krwi, która z kolei blokuje zużywanie tłuszczu z magazynów. Sól, czyli biała śmierć nr 2, powoduje zatrzymywanie wody w organizmie i obrzęki, co sprzyja powstawaniu cellulitu. Podobnie zaparcia, spowodowane tzw. dietą ubogoresztkową, czyli ubogą w błonnik powodują ucisk na naczynia żylne miednicy małej, zastój krwi i wzrost przepuszczalności naczyń. Palenie papierosów przez zawartą w nich nikotynę prowadzi do zaburzeń w krążeniu krwi i obniża jej utlenowanie, co z kolei skutkuje wzrostem tzw. wolnych rodników. Rodniki niszczą dojrzałe włókna kolagenowe (wspomniane ścianki pudełeczka od zapałek), co skutkuje przemieszczeniem komórek tłuszczowych do góry i pofałdowanie – czyli nasz cellulit. Alkohol z kolei powoduje zwiększenie objętości komórek tłuszczowych, dzięki czemu mogą przyjąć więcej masełka.

Czy są jakieś metody zbadania, czy to cellulit?

Oczywiście że tak, pytanie tylko – po co? W tym wypadku przemawia do mnie sentencja „koń jaki jest każdy widzi”, ale dla pewności można wykonać tzw. test fałdu. Po ujęciu skóry i tkanki podskórnej w fałd, na powierzchni skóry pojawiają się znane nam zagłębienia. W takiej sytuacji, gdy nierówności pojawiają się tylko przy ucisku, mówimy o I stopniu choroby. Gdy na leżąco nogi i pupa są gładki, gorzej w pozycji stojącej, to już II stopień cellulitu. Kiedy widzimy go bez względu na pozycję, czasem nawet przez przylegające spodnie – to III i najbardziej zaawansowany etap procesu.

Na opakowaniach balsamów do ciała mających niwelować cellulit można coraz częściej zauważyć zdjęcia wykonane metodą termografii kontaktowej. Polega to na określeniu zmiany w uciepleniu powierzchni skóry, które maleje w miejscach słabiej ukrwionych i zwiększa się tam, gdzie dochodzi do przekrwienia z zastoju krwi. Czyli w termografii określa się stopień zaburzeń mikrokrążenia. Istnieją także inne metody, wykorzystywane w badaniach naukowych, jak laserowo-doplerowski pomiar ukrwienia (Laser-Doppler Flowmetry), wideokapilaroskopia z sondą optyczną (Optic Probe Video-Capilaroscopy), kamera hiperspektralna, tomografia komputerowa, rezonanas magnetyczny…

Bez przesady z teoriią – przejdźmy do konkretów:

Jak leczyć cellulit?

Jak już wiemy cellulit to komórki tłuszczowe, które nie dość, że są przepakowane nadmiarem tego paliwa, to jeszcze przemieściły się wyżej do skóry właściwej, zamiast siedzieć na miejscu w tkance tłuszczowej. Nie mamy kremu, który wniknie na tyle głęboko, by naprawić ten bałagan, albo wzmocni przegrody łącznotkankowe, żeby pudełeczka do zapałek pełniły swoją funkcją jak należy… Dlatego jestem pewna, że nie warto wydawać grubych pieniędzy na antycellulitowe balsamy do ciała. To nie mam prawa działać. Niestety.

Musimy się bardziej wysilić. Aktywność fizyczna poprawi na pewno wygląd miejsc, w których rządzi cellulit. Spalając tłuszcz, komórki tłuszczowe staną się puste, i będą mniej widoczne przez skórę. Przypomina mi to uwielbianą przez wszystkich folię bąbelkową – napięte kuleczki gdy je zgnieciemy, robię się oklapnięte, a folia zmniejsza swoje wymiary.

Jeśli chodzi o dietę, nie ma specjalnej diety antycellulitowej. Biorąc pod uwagę przyczyny i sposób powstawania cellulitu, można zastosować dietę antywolnorodnikową, która polega na piciu dużej ilości wody przez 5 dni. Ważne, by wypijać obficie przed posiłkami, które z kolei powinny składać się z sałatek z warzyw (najcenniejsze są tu: seler, rzeżucha, sałata, zielony ogórek, rzodkiewka), w mniejszej ilości z owoców. Urozmaiceniem diety mogą być ryby, pełnotłusty biały ser. Teraz parę grzechów ciężkich dla cellulitu: alkohol (wino niestety też), słodzona kawa i herbata, słodycze po 15:00 – jeśli tak jak ja notorycznie grzeszysz, czas z tym skończyć. Jak słodycze – to rano, kawa- 1-dna wystarczy, podobnie 1-den kieliszek wina.

Walka z cellulitem wymaga mocnego postanowienia poprawy. Z popularnych ostatnio suplementów diety trzeba skomponować swój własny zestaw do walki z cellulitem. Polecam: witaminę C (lewoskrętna) – odtwarza kolagen, jednak nie chroni go przed zniszczeniem, ksantyny (czekolada, kawa, herbata – ale gorzkie!) – nasilają rozpad tłuszczu, bioflawonoidy– blokują kolagenazę, przez co kolagen nie zostaje zniszczony, a komórki tłuszczowe nie uciekają z podskórnej tkanki tłuszczowej.

I wreszcie my love! Medycyna estetyczna. I niestety podobnie jak z dietą, nie istnieje jedna skuteczna terapia antycellulitowa. Najlepsze efekty obserwuję, gdy pacjentki łączą różne metody. Zawsze proponuję rozpocząć od mezoterapii, a potem wykonać któryś z zabiegów: stymulację skóry falami radiowymi (radiofrekwencja), ultradźwiękami, terapia falą akustyczną, drenaż limfatyczny. Karboksyterapię lepiej wykonać przed mezoterapią. Jednak ważniejsza od kolejności, czy zestawu zabiegów jaki zaproponuje lekarz, jest w tym przypadku SYSTEMATYCZNOŚĆ. Raz w tygodniu to absolutne niezbędna częstość nakłuwania. Masować powinno się częściej.

Wejdźmy głębiej w tkankę, tam gdzie najdroższy krem nigdy nie dotrze, czyli opowiem parę słów o mezoterapii igłowej. Bardzo liczne nakłucia cieniutką igiełką (długości 4mm), którą lekarz zręcznie i szybko ostrzyknie pośladki i uda, spowodują przyspieszenie krążenia krwi, zmniejszy proces włóknienia i zniweluje mikroguzki tłuszczowe. Dziej się tak dzięki substancjom aktywnym zawartych w preparatach do mezoterapii.

Nowa hipoteza dla odpowiedzi na moje ulubione pytanie (skąd to się wzięło?) głosi, że przyczyną cellulitu jest żelazo, które odkłada się między komórkami tłuszczowymi, w macierzy zewnątrzkomórkowej. Dlatego preparaty do mezoterapii mają w składzie związki, które wstrzyknięte podskórnie pomagające związać żelazo i usunąć je z organizmu. Zabieg wykonuje się raz w tygodniu, a pełna kuracja to zwykle 7-12 zabiegów. Zaleca się powtarzanie takiego cyklu raz w roku, zwykle panie decyduję się wczesną wiosną, kiedy dni robią się coraz cieplejsze, a w głowie pojawiają się wakacyjne plany – z bikini w roli głównej.

O mojej osobistej batalii z cellulitem przeczytasz tutaj: moja domowa walka z cellulitem 🙂

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*