labioplastyka na nfz

Labioplastyka w szpitalu na NFZ – przypadek pacjentki

Strona główna » Blog » Ginekologia plastyczna » Labioplastyka » Labioplastyka w szpitalu na NFZ – przypadek pacjentki


Czy labioplastyka na NFZ to dobry pomysł? Jest co prawa w cenie ubezpieczenia zdrowotnego, ale czy ta oszczędność popłaca? Poznaj historię „ku przestrodze”, która nie skończyła się najlepiej.

Refundowany zabieg plastyki warg sromowych – jak to możliwe?

Narodowy Fundusz Zdrowia to płatnik publicznych usług medycznych. Płatnik dość skąpy. Stąd nie refunduje zabiegów powodowanych względami estetycznymi. Czasem jednak zabiegi należące do dziedziny ginekologii estetycznej można wykonać w ramach funduszu. Jak? Dla przykładu zabieg plastyki pochwy wykorzystuje się w leczeniu nietrzymania moczu. Znaczne osłabienie i obniżenie ścian pochwy, wywołane przeważnie ciężkim i trudnym porodem, prowadzi do spadku wydolności zwieracza cewki moczowej. To znowu kończy się wysiłkowym nietrzymaniem moczu.

W ramach zabiegu plastyki pochwy operator może pokusić się o poszerzenie zabiegu np. o labioplastykę, czyli plastykę warg sromowych – ich zmniejszenie i modelowanie. Zabiegi ginekologii estetycznej nie należą jednak do rutynowych procedur przeprowadzanych w szpitalach publicznych na fundusz zdrowia. Dlatego też istnieje większe ryzyko błędów lub po prostu nie najlepszego wykonania zabiegu z braku wprawy.

Historia kilku pomyłek

Niedawno zgłosiła się do mnie pacjentka celem reoperacji plastyki warg sromowych.
Z przeprowadzonego przed badaniem wywiadu wynikało, że 4 tygodnie wcześniej zdecydowała się wykonać zabieg labioplastyki na NFZ. I cóż, efekt był daleki od oczekiwanego, „niezadowalający” mówiąc łagodnie.

Efekt „refundowanego” zabiegu labioplastyki. Z całą pewnością oczekiwania estetyczne Pacjentki były inne.

Lekarz wykonujący zabieg zupełnie „zapomniał” o napletku łechtaczki. Zresztą nic dziwnego bo miejsce połączenia napletka łechtaczki z wargami sromowymi stanowi jeden z trudniejszych etapów labioplastyki. Należy połączyć dwie przestrzenne trójwymiarowe struktury, tak żeby stanowiły jedną całość, były spójne i pasowały do siebie.

W efekcie widzimy drobne wargi sromowe mniejsze i bardzo duży nadmiar skóry przykrywającej łechtaczkę. Przypomina to „mikropenis” i stąd nazwa tego powikłania.

Zabieg labioplastyki miał miejsce „przy okazji” refundowanej plastyki pochwy (waginoplastyki), tak jak opisałem w poprzednim akapicie. Wykonywał go doświadczony lekarz, zastępca ordynatora, pracujący w państwowym szpitalu. Sama waginoplastyka była najprawdopodobniej przeprowadzona poprawnie. Udało się zwęzić wejście do pochwy. Niemniej moja ocena musiała być powierzchowna, ponieważ nie mogłem założyć wziernika i dokładnie zbadać pacjentki. Wynikało to z powodu krótkiego okresu po operacji i ryzyka rozejścia się miejsc szycia.

Powikłania po „refundowanej” labioplastyce w szpitalu

Poniżej przykład kolejnej Pacjentki. Jej lekarz po konsultacji w gabinecie, zaprosił ją do szpitala gdzie wykonał zabieg „labioplastyki”. Zabieg nie był refundowany, bo Pacjentka zapłaciła za niego niemałe pieniądze. Poniżej zamieszczam film, gdzie możemy zobaczyć niemal wszystkie możliwe powikłania labioplastyki na raz.

Pacjentka, która miała „labioplastykę” w szpitalu. Miesiąc po zabiegu. Na filmie widzimy kilka możliwych powikłań na raz.

Scalloping, mikropenis, całkowita amputacja jednej wargi sromowej mniejszej.

Lekarz który wykonywał zabieg zupełnie zapomniał o napletku łechtaczki.

Bardzo grube pojedyncze szwy.

Dodam tylko że lekarz który to wykonywał miał kilkudziesięcioletnie doświadczenie w zakresie ginekologii.

Pamiętajcie Państwo – każdy zabieg ma określoną tzw. krzywą uczenia. To że ktoś wykonał tysiące cięć cesarskich, nie znaczy że bez problemu zrobi inną operację. Najlepszym dowodem na to jest zamieszczony film.

Poniżej zamieszczam jeszcze kilka zdjęć gdzie dokładnie widać opisywane przeze mnie powyżej powikłania po tzw. labioplastyce na fundusz.

darmowa labioplastyka

Czy warto było wykonać labioplastykę za 3 tyś zł? Oceńcie Państwo sami.

Z całą pewnością nie. Zdecydowanie lepiej było by gdyby Pacjentka nie zrobiła zabiegu w ogóle.

Pisałem na blogu wielokrotnie – wbrew pozorom labioplastyka to skomplikowany zabieg. To nie tylko „przycięcie” warg sromowych. Ale jak widać na załączonych zdjęciach nawet lekarze z wieloletnim doświadczeniem uważają inaczej. Bo przecież osoba wykonująca zabieg, którego efekt Państwo widzicie, z pewnością nie miała w głowie wizji takiego efektu. Z pewnością lekarz ten uważał że „tylko trochę przytnie i będzie ładnie”.

Labioplastyka najtaniej w szpitalu na fundusz?

Mając do czynienia niemal codziennie z Pacjentkami, które były operowane w innych miejscach z niezbyt satysfakcjonującym efektem, chciałem Państwa prosić o jedno. Nie szukajcie Państwo miejsc gdzie wykonacie ten zabieg najtaniej, lub za darmo czy na fundusz.

Niestety, ale wiem z doświadczenia, że kończy się to zupełnie inaczej. Zwykle Pacjentka orientuje się szybko że coś jest nie tak. I trafia do mnie lub innego ginekologia plastycznego, który labioplastyki wykonuje codziennie. Niestety jest za późno, czasu nie cofniemy. Teraz czeka nas leczenie dużo bardziej skomplikowanie niż zabieg pierwotny.

A co równie straszne – operacji naprawczej nie wykonamy od razu. Po prostu nie da się. Trzeba poczekać…..zwykle kilka miesięcy. Potem zabieg i znowu rekonwalescencja.

A więc taka Pacjentka niejednokrotnie przez dobrze ponad pół roku nie współżyje. Przez ponad pół roku wstydzi się pokazywać swoje okolice intymne swojemu parterowi. Dlaczego tak długo? Najpierw nieudany zabieg, po nim rekonwalescencja, w tym momencie Pacjentka orientuje się że coś jest nie tak. Potem czekanie na wizytę do ginekologa plastycznego, konsultacja, potem czekamy do czasu aż zabieg w ogóle możemy wykonać. Potem zabieg naprawczy, i dopiero rekonwalescencja po nim. Zbiera się dobrze ponad pół roku.

Poniżej przykład kolejnej Pacjentki zoperowanej na NFZ.

scalloping po labioplastyce

Nierówne brzegi warg sromowych mniejszych. Efekt zakładania nieodpowiednich szwów na wargi sromowe. Często są również następstwem zakładania tzw. szwów hemostatycznych – czyli takich które mają hamować nadmierne krwawienie podczas zabiegu.

Jest to tzw scalloping – bardzo częste powikłanie, z którym Pacjentki trafiają do mnie po zabiegu pierwotnym wykonanym w innej klinice.

Operacja się udała, ale pacjent „zmarł”

Wracając do pierwszej Pacjentki o której pisałem. Nieudany zabieg labioplastyki na NFZ to czarny, ale bardzo częsty scenariusz. Faktycznie operacja plastyki pochwy wyszła w porządku, ale efekt estetyczny redukcji warg pozostawiał wiele do życzenia. Dlaczego? Postaram się to opisać w miarę zrozumiale, choć wymaga to nieco znajomości terminów anatomicznych (obrazek poniżej)

labioplastyka na nfz

W trakcie zabiegu nie naruszono napletka łechtaczki, czyli fałdu skórnego pokrywającego łechtaczkę. Jakby o nim zapomniano 🙂 Z drugiej strony doszło do wycięcia nadmiernej ilości górnej połowy warg sromowych mniejszych. W zasadzie amputowano ich połowę. Efektem tego jest kompletne odwrócenie proporcji: napletek jest za duży względem warg. Schodzi nisko, tworząc napiętą fałdę udającą wargi sromowe mniejsze.

Dlaczego tak się stało? Najprawdopodobniej lekarz pomylił fałd skórny łechtaczki z wargą sromową mniejszą. Nie jest to wcale takie zdumiewające, jeśli zabiegowiec nie ma wprawy w wykonywaniu labioplastyki. Anatomicznie rzecz biorąc napletek łechtaczki przechodzi w wargi sromowe. U części kobiet napletek kończy się dość nisko i bez wyraźnej granicy w połowie wargi sromowej mniejszej. Stąd pojawia się możliwość błędu.

Zabieg labioplastyki wydaje się pozornie łatwy. „Przecież tylko przycinamy nadmiernie rozbudowaną tkankę warg”. Ale tak nie jest. Wargi mniejsze i schodzący na nie napletek łechtaczki są strukturą przestrzenną, stanowią wiotkie i wrażliwe fałdy skóry. Dlatego wynik estetyczny operacji jest uzależniony od „oka” lekarza, manualnej wprawy, obycia, umiejętności modelowania zachodzących na siebie struktur przenikających jedna w drugą. Tu bardzo ważna jest odpowiednia proporcja i dopasowanie planu zabiegu do potrzeb pacjentki.

powikłanie po labioplastyce w postaci nadmiaru skóry na napletku łechtaczki

Jedno z częstych powikłań po labioplastyce wynikające z nieznajomości anatomii lub nieprawidłowego dobrania techniki operacyjnej.

Pacjentka miała przeprowadzoną labioplastykę w innym ośrodku, w efekcie której wargi sromowe są krótkie, a napletek łechtaczki bardzo duży i wystający poniżej warg sromowych większych.

Wargi sromowe są krótkie ale efekt estetyczny nawet tutaj jest daleki od oczekiwanego – widać nierówne pofałdowane brzegi.

Całościowy obraz estetyczny, gdzie napletek łechtaczki mocno wystaje tworząc tzw. „mikropenis”, z pewnością nie jest tym czego oczekiwała Pacjentka udając się na zabieg z zakresu chirurgii plastycznej.

            Kwestia nieodpowiednich szwów

Innym problemem jaki wystąpił u pacjentki było nieestetyczne gojenie się rany. Brzegi warg sromowych były bardzo nierówne, pofałdowane w nienaturalny sposób. Według karty wypisowej założono szew śródskórny, ale ponadto najprawdopodobniej wzmocniono szycie szwami pojedynczymi (możliwe że ze względu na nadmierne krwawienie).

W czym przeszkadzają szwy? Otóż nadmiernie napinają tkanki. Szczególnie tkanki tak luźne i delikatne jak te, które tworzą wargi sromowe. Napięcie pochodzące ze szwów doprowadziło do organizacji gojenia się wokół nich, a to spowodowało powstanie naprzemiennych rowków i fałdek. Trochę jak wtedy gdy przyłożymy naciąg rakiety czy paletki do skóry.

scalloping będący powikłaniem po plastyce warg sromowych

Zdjęcie przedstawia typowy obraz jednego z częstych powikłań po nieudanej labioplastyce – tzw. scallopingu.

Brzeg wargi sromowej mniejszej jest bardzo nierówny, pofalowany.

Powikłanie to czasem dotyczy całej wargi sromowej mniejszej a czasem tylko jej części. W tym pierwszym przypadku jest następstwem zastosowania nieprawidłowej techniki szycia gdzie zamiast szwu ciągłego śródskórnego zastosowano szew ciągły ale „na okrętkę”.

Natomiast jeśli scalloping dotyczy tylko części wargi sromowej mniejszej, to zwykle jest następstwem założenia na delikatne tkanki wargi sromowej szwów pojedynczych mających hamować nadmierne krwawienie.

nierówny i pofalowany brzeg warg sromowych

Jeszcze jeden przykład scallopingu jako powikłania po źle wykonanej labioplastyce.

Nierówny, pofalowany, pofałdowany brzeg warg sromowych mniejszych.

            Skalpel i laser

Obecność szwów wskazuje, że najpewniej zabieg wykonywano skalpelem. Wbrew obiegowej opinii nie jest to najgorsza metoda, o czym już kiedyś pisałem https://skorna.pl/labioplastyka-laserowa-obalamy-mity/. Nóż jest bardzo precyzyjny, nie uszkadza okolicznych tkanek. Jednak w wypadku labioplastyki mamy do czynienia z wiotkim fałdem skóry, który należy napiąć poprzez naciągnięcie palcami. Podobnie jak wtedy gdy chcemy przeciąć nożyczkami np. tkaninę. Prowadzi to do ryzyka wycięcia nadmiernej powierzchni warg sromowych (hiperkorekty).

Laser też wiąże się z podobnym ryzykiem. Podgrzewając miejscowo przecinaną tkankę, działanie wiązki laserowej prowadzi do obkurczenia tkanek. Jeśli nie ma się wprawy i nie wie jak duży margines należy zostawić, operacja kończy się zbytnią redukcją warg.

W mojej praktyce korzystam z noża radiofrekwencyjnego, o którym już napisałem w zalinkowanym wpisie. Generuje on dużo niższą temperaturę niż laser, a z drugiej strony tamuje krwawienie i jest lepszy w manipulacji (nie wymaga naciągania tkanek do cięcia).

Reoperacja już niestety nie na NFZ

Słaby efekt estetyczny nie jest powodem dla Narodowego Funduszu Zdrowia by przeprowadzić reoperacje. I tu zaczynają się schody. Zabieg reoperacji jest trudniejszy do wykonania. Lekarz korzysta z dużo mniejszego marginesu błędu, ma mniejsze pole do manipulacji. Operacje chirurgiczne działają niestety tylko w jedną stronę. Zatem w wypadku reoperacji potrzebny jest bardzo doświadczony lekarz i nie każdy podejmuje się takiego zabiegu.

Trudność zabiegu wiąże się z wyższymi kosztami. Wynika to z opisanego powyżej poziomu trudności i czasochłonności. Nie jest to rutynowy zabieg, nie możemy sobie pozwolić na pośpiech – każdy milimetr ma znaczenie dla ostatecznego efektu.

Historia bez happy endu?

Żeby nie kończyć całego wpisu tak pesymistycznie podkreślę, że podejmiemy się w Klinice zabiegu reoperacji. Piszę „podejmiemy” w czasie przyszłym, bo niestety po pierwszej operacji należy odczekać aż 6 miesięcy przed kolejnym zabiegiem (pacjentce zostało około jeszcze około 5 miesięcy w obecnym momencie). Wynika to z konieczności pełnego zagojenia się miejsca operowanego. Ponadto dwie operacje to dwa okresy dość żmudnej i niewygodnej rekonwalescencji.

Zatem happy end będzie, tylko nie pod koniec filmu, ale trwającego 6 miesięcy serialu-tasiemca, o dość przykrej sytuacji, dyskomforcie, rozczarowaniu i niespełnionych oczekiwaniach.

Labioplastyka na NFZ – ku przestrodze

Jak łatwo zauważyć napisałem ten tekst ku przestrodze. Refundowany zabieg plastyki warg sromowych wydaje się być dużą oszczędnością, ale czasem przychodzi nam zapłacić o wiele więcej niż się spodziewaliśmy. Nie mówię tylko o pieniądzach, ale też naszych doświadczeniach. Labioplastyka na fundusz często kończy się reoperacją. Nie ma na to twardych danych statystycznych, ale wynika to z praktyki mojej i koleżanek i kolegów po fachu. Ponadto należy pamiętać, że reoperacja jest zabiegiem trudniejszym i bardziej ryzykownym. Niemniej teraz jednak czekamy na happy end całej historii! 😊

Masz doświadczenie z labioplastyką na NFZ? Podziel się nim w sekcji komentarzy.

4.1/5 - (42 głosów)

6 komentarzy

  1. Dzień dobry. Będę wdzięczna za informację dotyczącą tego typu zabiegu u dziewczynki 13 letniej. Niestety ta przypadłość utrudnia Jej normalne funkcjonowanie, ból, otarcia, doszło nietrzymanie moczu. Jak Pan uważa kiedy można rozważać ewentualnie zabieg ?

    • Marcin Nylec

      Dzień dobry
      Operowałem już dziewczynki 13- letnie.
      Jeśli objawy są tak bardzo nasilone, nie ma na co czekać.
      Czekanie będzie miało tylko niekorzystny wpływ na rozwój dziecka.
      Zapraszam na konsultację (oczywiście razem z opiekunem prawnym czyli mamą lub tatą).

  2. Dzień dobry.Dziekuje za ten artykuł jednak nasuwa mi się jedno pytanie,dlaczego na nfz zazwyczaj się nie udaje a prywatnie jednak tak,biorąc pod uwagę że większość tych samych lekarzy pracuje również w szpitalu?

    • Większość lekarzy specjalizujących się w ginekologii plastycznej nie pracuje w szpitalu.
      Nie znam ani jednego ginekologa plastyka który pracuje w szpitalu.
      Ja kiedyś pracowałem w Klinice Szpitala Uniwersyteckiego w Katowicach, od kilku lat już nie mam na to czasu.
      Gdzieś młodzi lekarze muszą nauczyć się wykonywać tego zabiegu. Gdzie? W szpitalu.
      Zazwyczaj uczą się metodą prób i błędów bo nie ma tam lekarzy którzy mogą im ten zabieg pokazać.
      I stąd powikłania.

  3. Dziękuje za ten wpis.
    Również miałam zabieg na NFZ. To był koszmar, po 2 dniach wypisali mnie ze szpitala i chwilę po wyjściu zbierała mnie z ulicy karetka, nie czułam się wcale na siłach aby opuszczać szpital przez ogromny ból glowy po znieczuleniu. Zrobił mi się krwiak, pare dni po operacji pojechalam do lekarza ktory robil mi operacje, po „wyciśnięciu go” lekarz od razu kazał jechać do domu, 2 godziny później karetka wiozła mnie na izbe przyjec bo się wykrwawiałam… efekty operacji są tragiczne, wyglądam paskudnie i jestem strasznie obolała mimo że minęły już 4 lata.. popadłam w kompleksy, nie mogę nosić jeansów, uprawiać sportu ani seksu. Żałuję tej decyzji i odradzam wszystkim kobietom. 🙁

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*